Hammer Blade 5G wchodzi do nieograniczonej sprzedaży

Dotąd Hammer Blade 5G dostępny był w przedsprzedaży, teraz ma być już dostępny od ręki w sklepie na stronie producenta i wkrótce też w wybranych sieciach z elektroniką. Tym razem już bez wartościowych bonusów.

Hammer Blade 5G miał swoją targową premierę w lipcu, we wrześniu wszedł do przedsprzedaży m.in. z bonusowym zegarkiem Hammer Watch, a dziś producent ogłosił pełną dostępność tego modelu – na swojej stronie. Można też go kupić na Allegro w oficjalnym sklepie marki. Od 19 października telefon będzie ponadto dostępny w sieciach Electro i Media Expert, a później także w innych sklepach. Cena? 2499 zł.


Hammer Blade 5G – co fajne, czego może brakować…

Hammer Blade 5G to reprezentant linii Athlete, czyli pancernej, ale wciąż dość zgrabnej i relatywnie lekkiej. Przy wadze 270 g i wymiarach 167,7 x 78,2 x 13,7 mm telefon nie należy faktycznie do tych typowych, pancernych „cegieł”. To się może podobać.

Na odporność nie powinniśmy narzekać. Hammer Blade 5G zapewnia pyło- i wodoszczelność IP69K, gwarantuje wytrzymałość na uderzenia IK07, przeszedł także testy MIL-STD-810G i droptesty z wysokości 1,2 m. Ekran chroni szkło Gorilla Glass 5. Blade 5G został też wyposażony w wodoodporne gniazdo USB C.

Telefon otrzymał ekran IPS o przekątnej 6,3 cala w rozdzielczości Full HD+ (1080 x 2340).

Pod obudową znalazł się chipset MediaTek Dimensity 720 (7 nm) – jeden z tych tańszych, jeżeli chodzi o linię Dimensity 5G, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze modele Hammera, to naprawdę niezły wybór. Przede wszystkim, nawet jeżeli jest to budżetowy przedstawiciel tej serii układów, to i tak stanowi ogromny krok do przodu w stosunku do chipsetów MediaTek Helio P i Helio G, które wykonane są w starym procesie 12 nm.

Układ SoC w Hammerze Blade 5G jest niestety wspierany tylko przez 6 GB pamięci RAM. Wielka szkoda, że producent zaoszczędził i nie dał 8 GB. Ale wtedy cena telefonu byłaby jeszcze wyższa… Pamięć wewnętrzna ma z kolei przyzwoite 128 GB, chociaż bez rozszerzenia microSD.

 

Hammer Blade 5G łączy z sieciami 5G o prędkości pobierania do 2,77 Gbps, ma też Wi-Fi ac, Bluetooth 5.1, USB 3.0 typu C, a do tego funkcję eSIM. Jest też czytnik linii papilarnych.

Główną sekcję fotograficzną tworzy potrójny zestaw aparatów: podstawowy 48 Mpix (f/1,8, Sony IMX582), szerokokątny 13 Mpix oraz aparat 20 Mpix do robienia zdjęć w trybie nocnym – producent określa go mianem noktowizora. Aparat ten pozwala na robienie zdjęć w całkowitej ciemności, w czym pomagają mu dwie diody podczerwieni. Podobny patent znany jest np. z telefonów Ouikitela. Z przodu natomiast znalazł się aparat 16 Mpix.

Energię do pracy zapewnia akumulator 5000 mAh z ładowaniem Express Charging 18 W. Hammer Blade 5G pracuje pod kontrolą czystego systemu Android 11 z certyfikatem GMS.

Hammer Blade 5G ma w sumie ciekawą konfigurację i poza tym 6 GB RAM trudno się do czegoś przyczepić. Aparat 48 Mpix może też nie jest już w dzisiejszych czasach wyznacznikiem topowych modeli, ale powinien się nieźle sprawdzić w codziennych zastosowaniach.

Przeszkadzać może chyba tylko wysoka cena, chociaż polskie ceny pancerników 5G innych marek są podobne, więc jak ktoś odżałuje te kilka stówek więcej, powinien być zadowolony (ale nie testowałem Blade 5G, więc tylko teoretyzuję).


Facebooktwitterredditlinkedinmail
guest
RODO
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Snuffer

Specyfikacja na papierze fajna, ale cena to dowcip. 5G w telefonie można łaskawie przyjąć jako darmowy bonus, ale dopłacanie do tego interesu jest już mocno na bakier ze zdrowym rozsądkiem. Dzisiaj, jutro, pojutrze i jeszcze długo 5G w tym kraju będzie wydmuszką. Wciąż mamy rejony, gdzie złapanie 3G/4G graniczy z cudem. Za cenę tego telefonu można kupić dwa egzemplarze Ulefone Armor Power 13 – lepszego i bez 5G, które jest potrzebne niczym siodło wieprzowi.. I z czym tu do ludzi…

Snuffer

Dostosowanie do tzw. polskiego rynku to zwyczajne złodziejstwo i szukanie frajera. Ulefone Power Armor na BG kosztuje w okolicach 1300, czyli dwa razy taniej niż gorszy Hammer. To, że polski Janusz do spółki z US chcą ogolić klienta-frajera to już zupełnie inna sprawa. Po prostu nie należy kupować u złodzieja, tak jak kiedyś nie należało kupowac kradzionego radia samochodowego od stojaka na bazarze.

Wojtek

Trudno porównać mimo wszystko ceny w Chinach do cen w Polsce – z różnych powodów.
Klient kupuje w Polsce kupuje sprzęt z normalną gwarancją i zasadami jej realizacji.
W Chinach … różnie bywa.
Do tego w Polsce firma płacić musi podatki, opłacić marketing, biuro, pracowników, serwis, a na końcu jeszcze zarobić.
Jeśli ktoś kupi zbyt drogi produkt – spoko – jego strata.
Nikt w końcu nikogo nie przymusza do kupowania takiego sprzętu, jest wybór.
Drogo (za drogo) w Polsce czy taniej (ale z minusami) za granicą.

Łukasz

Drogo, drogo… Ja swojego Blackview’a BL5000 kupiłem na niemieckim Amazonie za 1497zł.